Był ciepły słoneczny dzień. 10 letnia dziewczyna szła z ojcem za rękę. Na pierwszy rzut oka wyglądało że są szcęśliwi. Jednak w sercach ich była wielka dziura.
-Tato a jak wrócimy pójdźemy na plac zabaw?-mężczyzna spojrzał na córkę. Po chwili namysłu odpowiedział.
-Pod jednym warunkiem.
-Jakim?-spytała podekscytowana dziewczynka
-Najpierw pójdziemy na lody.-Na twarzach jch pojawił się uśmiech.
Szli jeszcze kawałek. Oboje stanęli przed bramą.
Mężczyzna pociągną z klamkę a brama zaskrzypiała. Gdy weszli z ich twarzy zszedł uśmiech. Najpierw szli prosto a następnie w 18 alejce skręcili w prawo. Gdy doszli najpierw się po modlili a następnie usiedli an ławeczce przed grobem i zaczęli rozmawiać.
-Chcę by mama wróciła.-szepnęła a po jej policzku spłynęła łza.
-Ja też jednak to niemożliwe.-powiedział cicho po czym dodał-Idziemy?
-Dobrze.-rzekła brązowo włosa dziewczynka.
Znów wrócili do bramy. Wedłóg planu najpierw poszli na lody a potem na pół godziny na plac zabaw.
Gdy wrócili do domu Ola udała się do swojego pokoju. Wiedziała że jej tata znów będzie musiał iść za chwilę do pracy. Usiadła przy biurku i wzięła do rąk zdjęcie na którym ulazan była jej mama.
Nawet nie zauważyła kiedy do jej pokoju wszedł jej tata. Mężczyna połoz dłoń na jej ramieniu i rzekł.
-Dzisiaj pani Kasia nie miała z kim zostawić swojego syna. Pobawisz się z nim?-zapytał a w progu stanęła kobieta z synem.
-Dobrze.
-Pa. Bądź grzeczna.-ucałowal dziewczynkę w czoło i wyszedł.
Dziewczynka podeszła do niego i podała mu rękę.
-Jestem Ola.-powiedziała. Chłopiec odwzajemnił gest.
-Jacek.-powiedział.
Dzieci świetnie się bawili. Najpierw grali w chińczyka potem w chowanego. Razem również zjedli kolację i obejrzeli wieczorynkę. Wysłuchali bajki przeczytanej przez mamę Jacka. Następnie Ola zasnęła w swoim łóżku a mama z chłopcem poszli do salonu. Tam chłopiec żadna na kolanach matki.
Świetnie sue dogadywali. Ola często pytała o chłopca. Przyjaźnili się do wieku 16 lat. Wtedy pewnego dnia stała się straszna rzecz...
Jak codzień po szkole wracali razem. Żartowali, śmiali się i wygłupiali. Gdy doszli do mieszkania Aleksandry postanowili razem wejść by odrobić lekcje. Stanęli razem pod drzwiami i Ola włorzyła klucz.
-Nie idzie-powiedziała dziewczyna siłujac się z drzwiami.
-Daj.-powiedział chłopak po czym nacisną na klamkę.
-Na pewno zamykałaś drzwi?
-Ja tak. Dziś tata był w domu więc pewnie to on.-rzekła niebieskooka.
Weszli do mieszka na i ruszyli w stronę salonu. Jednak to co tam ujrzeli przekraczało granicę tego o czym myśleli.
-Tato!-krzyknęła Ola. Już miała zamiar podbiec do leżącego w kałuży krwi ojca jednak blondyn zatrzymał ją.
-Jacek ja muszę do niego podejść krzyknęła za z jej oczy wyleciała bezbarwna ciecz. Młody chłopak zamkną ją w żelaznym uścisku i zadzwonił na 112.
Ojciec Oli nieżył. Dostał kulką w głowę. Aleksandra po śmierci ojca załamała się. Przyjaciel próbował ją wspierać jednak ona robiła swoje. Pewnego dnia ich drogi się rozeszły. Ona poszła na polonistykę a on do szkoły policyjnej. W ciągu tych lat zapomnieli o sobię. Zaczęli przeżywać pierwsze miłości i rozstania. A sprawa ojca Oli nie została wyjaśniona.
Pewnego dnia w akademiku Ola siedziała wraz ze swoją przyjaciółką Pauliną. Gdy w pewnej chwili podszedł do niej obcy młody dorosły.
Dosiadł się do nich a Paulina rzekła.
-To mój brat Michał.-wyciągnęli do siebie dłońe i się przywitali.
-Ola.
-Micahał.
Rozmawiali jeszcze chwilę. Po czym chłopak odszedł. Ola polubiła go. Zawsze w wolnej chwili spotykała się z nim i Paulą. Przyjaźnili się.
Pewnego dnia Ola z Michałem zostali parą. Paulina im bardzo kibicowała. Michał pewnego dnia spotkała się na osobnośc i Olą. Spotkanie odbyło się to w parku. Usiedli razem na ławce i zaczęli rozmawiać. I nagle w tym samym momencie wypowiedzieli to samo.
-Muszę Ci coś powiedzieć.-Uśmiechneli się do siebie.
-Ty pierwszy.-rzekła Ola
-Przepraszam...ale...nie możemy być już więcej razem. Podoba mi się inna.- W głowie Wysockiej pojawiła się straszna myśl. Właśnie miała powiedzieć coś co pewnie zmieniło by jego tok myślenia. W jej głowie pojawił się mętlik. Rozstali się w spokoju. Ona wróciła do domu załamana. Rano była przeszczęśliwa że zostanie matką a jednak zaczęła ten dzień zbyt szczęśliwie by skończyć go jakze równie dobrze. Musiała sama wychować syna.
Na drugi dzień widziała go już całującego się z Agnieszką. 9 miesięcy póź niej urodził się Marek.
Wychowywała go jak najlepiej potrafiła.Gdy chłopiec miał 2 latka zaczęła pracę w policji.
Praca pozwoliła jej zapominać o problemach a Marek był dla niej z każdym dniem niespodzianką.
Pewnego dnia był zwykły dzień jak każdy.
Po skończeniu odprawy postanowiła pójść do nowego dyżurnego. Tam po samym głosie poznała Jacka. Po chwili PR,ytulili się do siebie.
-Nawet nie wiesz jak tęskniłam. Tyle się stało. Musimy się kiedyś spotkać.
-No jasne. Masz czas dziś wieczoem.
-Wiesz...muszę zająć się synem.
-Wspaniale! Masz pewnie już jakiegoś wybranka-rzekl uradowany.
-Niestety odszedł-Z twarzy Aleksandry zszedł uśmiech.
Po tych słowach Ola wyszła i wyruszyła na patrol. Podczas przerwy podała Jackowi adres i umuwila się z nim na 19:00.
Patrol miną im spokojnie.
Ola wróciła do domu i ułożyła do snu synka a następnie przygotował rybę po grecku. Gdy Jacek przyszedł zjedli razem i zaczęli rozmawiać.
-Nie wiedziałem że potrafisz tak świetnie gotować.
-Nie wieżyles w moje możliwości?
-Ola...-zaczą-może to trochę za późno ale chcę Ci pomóc bo Cię kocham. Pamiętam wspólne wspomnienia. Dziś rani gdy Cię ujrzałem myślałem że to żart.-Pocałował ją.
-Nigdy nie jest zabytków późno na miłość.
KONIEC